ghost-518322_1280

Nekromancja – sztuka przywoływania zmarłych

Wszelkie definicje opisują nekromancję jako formę praktyk magicznych, w której mag (nekromanta), przyzywa cienie zmarłych, w celu poznania prawdopodobnych wersji przyszłości lub w innych celach osobistych. Samo słowo „nekromancja” pochodzi z greki: nekrós – martwy oraz mantia  – wróżyć.

Nekromancja – początki

Ta forma magii nie narodziła się bynajmniej w starożytnej Grecji, mimo iż nazwa ma właśnie greckie pochodzenie. Nekromancja wywodzi się z nieprawdopodobnie zamierzchłych czasów. Rozpowszechnienie jej na świecie pośród ludów pierwotnych, nigdy nie stykających się w czasach im współczesnych, daje wskazówkę, że nekromancja ma już co najmniej kilkanaście tysięcy lat tradycji (jeżeli nie więcej).

Cofnijmy się do zamierzchłych czasów gdy jeszcze nie powstały piramidy, nie istniały także kręgi typu Stonehenge. W zasadzie nie istniało nic, co może nam się kojarzyć z magią czy religią. Początek nekromancji miał najprawdopodobniej miejsce wraz ze wzrostem przeświadczenia u naszych przodków, że życie ludzkie nie kończy się śmiercią. Kiedy narodziło się przekonanie, że kiedy człowiek umiera, po prostu przechodzi do lepszego lub innego świata, zaczęto zadawać sobie pytanie: co zrobić, by skontaktować się z tym „innym światem”. Odpowiedź na to pytanie znalazła nowa, szybko rozwijająca się klasa – szamani.

Szamani…

Szamani, niezależnie od formy, są tak naprawdę tylko o krok od tego, by stać się nekromantami. Ich siła i wiedza pochodzi nie od nich samych – jak twierdzą – lecz od licznych i potężnych przodków. Każdy obrzęd „pasowania na szamana” zawiera element czasowego przeniesienia duszy szamana na tamten świat. Kandydaci są poddawani niebezpiecznym (czasem nawet kończącym się śmiercią) obrządkom, mającym wywołać u nich wizje, zwane obecnie NDE (Near Death Experiance, czyli doświadczenia życia po śmierci). Czym się różni kandydat (uczeń ) na szamana od szamana?

Szamanem był tym, kto umarł i powrócił z powrotem do świata żywych. Według opisów antropologów, śmiertelność podczas procesu narodzin nowego szamana była bardzo wysoka. Jedynie jeden na czterech kandydatów powracał do świata żywych. Z czasem te statystyki zmieniały się, ponieważ szamani coraz lepiej operowali technikami magicznymi i po prostu lepiej umieli wykorzystać naturalne środku halucynogenne. Jednak w dalszym ciągu, moment przejścia szamana do świata umarłych jest bardzo niebezpieczny.

Zwykle kandydat na szamana jest utrzymywany na granicy życia i śmierci, a granica ta jest bardzo wątła. Picie śmiertelnych trucizn (wywar z muchomora, jad trupi i inne potężne trucizny), duszenie, a nawet zakopywanie żywcem, na pewno nie może być bezpieczne. Szaman – adept, po ożywieniu stawał się osobą mogącą dzięki swojej podróży dokonywać częstych i śmiałych wypraw do świata umarłych. Oczywiście następne wyprawy były łatwiejsze oraz okupione dużo mniejszym stresem dla szamana. Poza tym, w powszechnej opinii, to sami zmarli wybierali spośród przedstawianych im kandydatów tego jednego, który im się spodobał – i dlatego był powstrzymywany przez nich przed przekroczeniem ostatecznej bramy (magicznej rzeki, czy świetlistego tunelu). By ułatwić następne powroty, umarli przodkowie sami nauczali ducha szamana.

Ludzie żyjący w dawnych wiekach (ale też współczesne ludy pierwotne), bardzo szanowały swoich przodków. Doskonale zdawali sobie sprawę, że wśród ich antenatów bez problemu da się znaleźć naprawdę zdolne jednostki. Wybitni wodzowie, niezwykle skuteczni łowcy, znani wojownicy… Albo po prostu ktoś inny z przodków, mógł znać daną krainę dużo lepiej niż oni. Dodatkowo zakładano, że zmarli jeżeli dobrze życzą żyjącym, pomogą im we wszelkich ziemskich problemach. Ich wiedza i ogląd naszego świata, stawia ich w sytuacji doskonałych szpiegów, zwiadowców oraz badaczy.

Z czasem wymyślać zaczęto obrzędy nie tak trudne, jak inicjacja szamańska. Stworzono prostsze próby, które przenosiły nie badacza – szamana na tamten świat, lecz ducha lub cień zmarłej osoby. Ponieważ duch ten poddawał się cudzej woli niechętnie, dlatego nekromanci zaczynali stosować liczne systemy obronne: okręgi, figury obronne, zaklęcia zmuszające do współpracy wywołanego ducha. Czasem opierając się na założeniu, że człowiek nawet kiedy umrze pozostaje taki sam, ofiarowywano różne prezenty lub ofiary. Ofiara oczywiście musiała być dobrana tak, by spodobała się wywoływanemu. Zaklęcia zaś najczęściej opierały się na jednym z najpotężniejszych rodzajów magii – magii sympatycznej. Wystarczyło posiadać jakąś część zwłok zmarłego lub element z dobytku doczesnego, aby zmarły był bardziej skłonny do współpracy.

Niewiele się obecnie o tym mówi, ale powszechny kult relikwii, jest po prostu elementem magii nekromantów. Elementy tego typu zna nie tylko Kościół Katolicki, ale również inne religie. Tylko protestanci odcięli się od tego typu relikwii.

Pierwsi nekromanci

Już w czasach Antyku – jak tylko człowiek nauczył się spisywać swe opowieści – pojawiły się pierwsze historie o nekromancji. Kontakty z światem zmarłych, kiedyś powszechne, zostały zmienione przez nowe religie. Kontakty ze zmarłymi albo były licencjonowane przez kapłanów (nie przechodzących inicjacji szamańskiej), albo wręcz zakazywane całkowicie.

Biblia podaje przykład wiedźmy z En-Dom, która na prośbę króla Saula wywołała ducha Saula:

„Samuel umarł, a wszyscy Izraelici obchodzili po nim żałobę. Pochowany on został w swym mieście Rama. A Saul usunął wróżbitów i czarnoksiężników z kraju. Tymczasem Filistyni zgromadziwszy się, wkroczyli i rozbili obóz w Szunem. Saul też zebrał wszystkich Izraelitów i rozbił obóz w Gilboa. Saul jednak na widok obozu filistyńskiego przestraszył się: serce jego mocno zadrżało. Radził się Saul Pana, lecz Pan mu nie odpowiadał ani przez sny, ani przez urim, ani przez proroków. Zwrócił się więc Saul do swych sług: „Poszukajcie mi kobiety wywołującej duchy, chciałbym pójść i jej się poradzić”. Odpowiedzieli mu jego słudzy: „Jest w Endor kobieta, która wywołuje duchy”. Dla niepoznaki Saul przebrał się w inne szaty i poszedł w towarzystwie dwóch ludzi. Przybywając do tej kobiety w nocy, rzekł: „Proszę cię, powróż mi przez ducha i spraw, niech przyjdzie ten, którego ci wymienię”. Odpowiedziała mu kobieta: „Wiesz chyba, co uczynił Saul: wyniszczył wróżbitów i czarnoksiężników w kraju. Czemu czyhasz na moje życie, chcąc mnie narazić na śmierć”. Saul przysiągł jej na Pana mówiąc: „Na życie Pana! Nie będziesz ukarana z tego powodu”. Spytała się więc kobieta: „Kogo mam wywołać?” Odrzekł: „Wywołaj mi Samuela”. Gdy zobaczyła kobieta Samuela, zawołała głośno do Saula: „Czemu mnie oszukałeś? Tyś jest Saul!” Odezwał się do niej król: „Nie obawiaj się! Co widzisz?” Kobieta odpowiedziała Saulowi: „Widzę istotę pozaziemską, wyłaniającą się z ziemi”. Zapytał się: „Jak wygląda?” Odpowiedziała: „Wychodzi starzec, a jest on okryty płaszczem”. Saul poznał, że to Samuel, i upadł przed nim twarzą na ziemię, i oddał mu pokłon. Samuel rzekł do Saula: „Dlaczego nie dajesz mi spokoju i wywołujesz mnie?” Saul odrzekł: „Znajduję się w wielkim ucisku, bo Filistyni walczą ze mną, a Bóg mię opuścił i nie daje mi odpowiedzi ani przez proroków, ani przez sen; dlatego ciebie wezwałem, abyś mi wskazał, jak mam postąpić”. Samuel odrzekł: „Dlaczego więc pytasz mnie, skoro Pan odstąpił cię i stał się twoim wrogiem? Pan czyni to, co przeze mnie zapowiedział: odebrał Pan królestwo z twej ręki, a oddał je innemu – Dawidowi. Dlatego Pan postępuje z tobą w ten sposób, ponieważ nie usłuchałeś Jego głosu, nie dopełniłeś płomiennego gniewu Jego nad Amalekiem. Dlatego Pan oddał Izraelitów razem z tobą w ręce Filistynów, jutro ty i twoi synowie będziecie razem ze mną, całe też wojsko izraelskie odda w ręce Filistynów”. W tej chwili upadł Saul na ziemię jak długi, przeraził się bowiem słowami Samuela, brakowało mu też sił, gdyż nie jadł przez cały dzień i całą noc. Tymczasem wyszła do Saula owa kobieta i spostrzegłszy, że jest bardzo przerażony, rzekła do niego: „Oto służebnica twoja posłuchała twojego rozkazu; naraziłam swe życie, będąc posłuszną twym słowom, które do mnie wyrzekłeś. Posłuchaj więc – proszę – i ty głosu twej służebnicy! Położę przed tobą kęs chleba: posil się wzmocnij, aby wyruszyć w drogę”. 

Biblia niewątpliwie negatywnie odnosi się do nekromantów, wróżek i szamanów. Dużo więcej można przeczytać o nekromantach choćby z klasycznych „Metamorfoz” autorstwa Owidiusza. Owidiusz opisuje proces wywoływania ukochanej Orfeusza – Eurydyki. Orfeusz udaj się też do krainy zmarłych, oszukując strażników przejścia niezwykłym talentem muzycznym.

Nie tylko biblia…

Rzymski wódz Pompejusz walczący w krwawej wojnie domowej z armią Juliusza Cezara 9 sierpnia roku 48 p.n.e. stoczył bitwę pod Farsalos. Obawiając się o jej wynik zasięgnął rady czarownicy Erichto, najsłynniejszej nekromantki starożytności, która w niesamowitej atmosferze horroru, dokonywała czarów nekromancji, wskrzeszając trupy. Erichto należała do osławionych czarownic tesalskich, które w przekonaniu starożytnych były potężnymi szamankami. Pompejusz skorzystał z porady i … zlekceważył otrzymane ostrzeżenie. Bitwa pod Farsalos zakończyła się zwycięstwem Cezara oraz rozbiciem wojsk Pompejusza.

Po okresie Średniowiecza nekromancja stała się sztandarowym elementem zarzutów wobec czarownic. Co ciekawe mężczyźni trudniący się nekromancją mogli zajmować nią praktycznie bezkarnie. Znamy mnóstwo imion i nazwisk nekromantów: John Dee, Edward Kelley, Jan Twardowski, Johann Faust. Żaden z nich nie spłonął na stosie, w czasie gdy spłonęło tysiące kobiet..

Teoretycznym i praktycznym spadkobiercą praktyk związanych z nekromancją jest okultyzm.

Add a Comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *