Tajemniczy manuskrypt Wojnicza

Urodził się jako Michał Habdank Wojnicz. Nic nie wskazywało na to, że będzie kimś niezwykłym. Początkowo studiuje chemię, a następnie zostaje farmaceutą. Jako nastolatek staje się członkiem lewicującej partii Ludwika Waryńskiego. Gdy ma 20 lat zostaje zatrzymany przez carską Ochranę, w czasie przygotowań do odbicia z więzienia jednego z towarzyszy. Najpierw zostaje skazany na śmierć, ale po piętnastu miesiącach ciężkiego więzienia, jego kara zmieniona zostaje na dożywotnią katorgę. Po odbyciu kary wiezienia zostaje zesłany na Sybir. Gdy ma 25 lat udaje się mu uciec ze zsyłki. Ostatecznie trafia do Londynu w 1880 roku. Zmienia nazwisko na Voynich (dające się łatwo wypowiedzieć przez anglojęzycznych znajomych).

Jeszcze jako skazaniec poznaje Brytyjkę Ethel Boole – córkę genialnego angielskiego matematyka i byłą kochankę znanego ówcześnie terrorysty i anarchisty – Siergieja Krawczyńskiego. W Londynie Wojnicz żeni się z nią oraz otwiera antykwariat – księgarnię i wydawnictwo. Wkrótce powstają kolejne oddziały jego firmy, które najprawdopodobniej służą do prania i przesyłania pieniędzy, wspomagających walkę z caratem. Po jakim czasie Wojnicz staje się też bardzo bogaty. W 1914 wyjeżdża do Stanów Zjednoczonych.

Po Rewolucji Październikowej stosunki między Michałem i Ethel stają się bardzo chłodne. Gdy Polska toczy wojnę z bolszewikami ich małżeństwo się rozpada. Ethel była zadeklarowanym bolszewikiem i współpracowała z NKWD. W 1930 roku Wojnicz umiera na zapalenie płuc. To jednak nie koniec historii, a dopiero początek…

W 1912 roku los styka Wojnicza z jedną z największych tajemnic przeszłości. We włoskiej miejscowości Mondragone, w Kolegium Jezuitów w Frascati, Wojniczowi zaproponowano zakup tajemniczego i bogato ilustrowanego manuskryptu, który jest powszechnie znany jest jako “Manuskrypt Voynicha”. Początkowo badacze uważali tę księgę za oszustwo, stworzone przez samego Wojnicza, by wyłudzić pieniądze od naiwnego kolekcjonera. Jednak coraz częściej zaczęły napływać dowody, że manuskrypt jest tym na co wygląda – najbardziej tajemniczym manuskryptem Średniowiecza. Ostateczny dowód oryginalności ogłoszono w 2012 roku. Grupa specjalistów z Uniwersytetu Arizony metodą datowania radiowęglowego, przeprowadzonego w latach 2009–2011 wykazała, że powstał między 1404 a 1438 rokiem.

Jak wygląda tajemniczy manuskrypt Wojnicza?

Początkowo księga miała 272 strony, w 17 librach po 16 stron każda. Napisano go nieznanym nauce alfabetem, w nieznanym języku. Są pojedyncze wtręty pisane alfabetem łacińskim, ale zapisane słowa nic nam nie mówią, jest tu 70 tysięcy glifów (mówimy glify bo znaki niekoniecznie muszą być literami). Badacze spierają się jakiej długości alfabetem zapisano manuskrypt. Struktura zapisu jest typowa dla normalnego ludzkiego języka. Nie ma cech charakterystycznych dla szyfru. Analiza statystyczna częstotliwości użycia i miejsca wystąpienia glifu, wyklucza jakikolwiek znany nam język (myślano początkowo, że zamaskowano literki jakimiś wymyślnymi krzaczkami). Jednak badanie matematyczne tekstu wykluczyło taką możliwość z 100% pewnością. Struktura jest nieco podobna do języków semickich (klasycznego hebrajskiego, aramejskiego oraz dialektów arabskich). Jednak inne cechy wykluczają te języki. Tekst nie zawiera żadnych słów składających się z więcej niż dziesięciu glifów, bardzo mało wyrazów dwuliterowych (takich jak polskie: “że”, “iż”, czy angielskie: “in”). Dziwny rozkład glifów: są glify pojawiające się na początku słowa, inne tylko na końcu, a jeszcze inne tylko i wyłącznie w środku słowa. Są przypadki, gdzie to samo “słowo” pojawia się nawet trzy razy z rzędu. Wyjątkowo dużo jest też wyrazów, różniących się tylko jedną literą – glifem. Jeszcze dziwniejsza jest analiza grafologiczna dokumentu. Skryba rozumiał dość dobrze co pisze. Dokument robi wrażenie spisanego pismem starannym, ale nie nazbyt pedantycznym. Wygląda więc na typowy traktat naukowy, pisany przez wykształconego w Średniowieczu naukowca, opisującego własne doświadczenia. Nie ma tu cech charakterystycznych dla dokumentu przepisywanego przez zawodowego skrybę, nie rozumiejącego przepisywanego tekstu. Nieliczne treści, które udało się zrozumieć, to nazwy 9 miesięcy zapisane w łacinie, zniekształconej w charakterystyczny sposób przez mieszkańców Francji i Hiszpanii w XV wieku.

Dzieło ma dające się wyróżnić części, z uwagi na wyraźną strukturę dokumentu. Nie odczytano tekstu, ale dzięki licznym ilustracjom udało się podzielić go na sekcje tematyczne: zielarska, astronomiczna, biologiczna, kosmologiczna, farmaceutyczna i różne przypisy. Przez 101 lat udało się odnaleźć część śladów prowadzących do poprzednich właścicieli. Pierwszym właścicielem dającym się jednoznacznie zweryfikować jest XVI -wieczny praski alchemik Georg Baresch. Potem otrzymał go praski naukowiec Johannes Marcii. Marcii przekazał go praktycznie natychmiast badaczowi Athanasiusowi Kircherowi, znanemu z wcześniejszych prób odczytania egipskich hieroglifów i oraz ze stworzenia słownika koptyjskiego. Kirchner był Jezuitą i naukowcem z Collegio Romano. To właśnie Collegio Romano, na początku XX wieku znalazło się w kłopotach finansowych. Wtedy postanowiono pozbyć się mało potrzebnych w jezuickiej bibliotece manuskryptów. Przy okazji pozbyto się tego niezwykłego manuskryptu. Manuskrypt Voynicha od 1969 roku do dziś, znajduje się w Bibliotece Rzadkich Ksiąg Beinecke’a na Uniwersytecie Yale, pod numerem katalogowym MS 408.

Jest kilka teorii co do autorstwa manuskryptu: przypisywano go genialnemu mnichowi Rogerowie Baconowi, alchemikom (i przy okazji agentom specjalnym Jej Królewskiej Mości), Johnemu Dee i Edwardowi Keleyowi. Jednak najnowsze datowanie wyklucza raczej ich autorstwo (Bacon żył za wcześnie, a alchemicy urodzili się za późno). Podejrzewani byli katarzy, ich zaklęcia i obrzędy, ale zostali unicestwieni dużo wcześniej przez jedną z krucjat.

Do dziś zachowało się 240 welinowych stron manuskryptu, jednak początkowo najprawdopodobniej księga miała 272 strony w 17 librach po 16 stron każda. Karty księgi zostały ponumerowane przez innego człowieka, niż autor manuskryptu i w dość długi czas po spisaniu. Luki w numeracji wskazują, że wyrwano sporo stron, zanim księga dotarła do Wojnicza. Numeracje wykonano atramentem oraz gęsim piórem, a później (dużo później) starannie pokolorowano. Jeszcze wcześniej ktoś z jakiejś przyczyny przestawił kolejność kartek, rozszywając dzieło, a potem profesjonalnie je zszywając.

Im więcej wiemy o tym manuskrypcie, tym więcej pytań. Jedno nie ulega wątpliwości: pomiędzy rokiem 1404, a 1438 żył jakiś pisarz i naukowiec o niezwykłym umyśle. Płynnie posługiwał się dziwnym alfabetem i jeszcze dziwniejszym językiem. Nikt nie zna niczego podobnego do tego dzieła.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

seventeen + 18 =

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.