Bałagan!

Jestem na siebie wściekła! Jak można doprowadzić dom do takiego stanu? Nie to, żeby był u mnie brud, żebym była niechlujnym brudasem! Nie! Ja po prostu zrobiłam u siebie „skład rzeczy różnych”, że tak to delikatnie określę!

Jestem na siebie wściekła! Jak można doprowadzić dom do takiego stanu? Nie to, żeby był u mnie brud, żebym była niechlujnym brudasem! Nie! Ja po prostu zrobiłam u siebie „skład rzeczy różnych”, że tak to delikatnie określę!

A do takiego wniosku doszłam przez moją, nowo nabytą kotkę Tinę. Młoda i głupia wbijała pazury we wszystko co się da, łącznie z moimi nogami. Postanowiłam przyciąć jej pazurki. No i zaczęły się poszukiwania obcinaczki, która została po moich wcześniejszych zwierzętach. Zaczęłam wertować szafy, szuflady, pudełka, pudełeczka. Im dłużej szukałam, tym byłam bardziej poirytowana. Wszędzie rzeczy, niepotrzebne rzeczy, takie, które „kiedyś mogą się przydać”, a w końcu nie przydają się nigdy. Powiedziałam sobie „dość”. Porządki! Choć panuje zwyczaj wiosennych porządków, ja zarządziłam sobie jesienne.

Zaczęłam od małych szafek, po to, żeby nie skapitulować na starcie. W nich oczywiście wszystko i nic. A to, w skrócie, odkrycia z mojej „kopalni skarbów”:

  • Skład kolorowych, dawno przeczytanych gazet, bo miałam nauczyć się robić papierową wiklinę – nie wyszło – do kosza.
  • Szafka wypełniona słoikami i butelkami o oryginalnych kształtach – była koncepcja, że w wolnej chwili wykonam własnoręczny decoupage i będzie to piękna ozdoba. Niestety nigdy nie było tej wolnej chwili. Zakrętki oddam na zbiórkę dla chorych dzieci, a szkło do kontenera.
  • Szafa na buty, to już w ogóle cyrk. Fakt, że jest to duża szafa a nie szafka, ale i tak poczułam się jak odkrywca. Znalazłam buty, o których istnieniu już dawno zapomniałam. Ni to modne, ni wygodne. Za ciasne trzymałam nie wiem po co? Nie pomogły żadne sposoby na ich rozciągnięcie. Może miałam nadzieje, że mi się nogi skurczą? Dwie sztuki bez pary i woreczek zapasowych fleków do butów, których już dawno niema. Worek na śmieci 60L i jest miejsce na nowe buty. Stare położę obok śmietnika. Tylko te co są w parach. Może na kogoś będą dobre?
  • Szafka tzw. TV, w której nie upchnie się już nic! Płyty CD i DVD z bajkami. Dzieci już dorosłe a ja dalej przerzucam je w tę i z powrotem! Poplątane kable, ładowarki do różnych sprzętów, nawet do tych dawno temu zutylizowanych! Instrukcje obsługi, karty gwarancyjne, zużyte baterie… Mogłabym wymieniać i wymieniać do znudzenia. W każdym razie, po wyrzuceniu tego, co już nie działa, co jest niepotrzebne, w szafce słychać było echo.
  • Szafa ubraniowa, której mogłabym nadać nazwę „CIUCHOLAND”. Tak z czystym sumieniem mogę określić to miejsce. Ubrania z poprzedniej epoki, bo może moda wróci? Za ciasne – może schudnę? Za duże – może przytyję? Chyba tylko tak mogę wytłumaczyć swoją głupotę.

Nie będę punktować wszystkiego co znalazłam w swoim domu! Wstyd mi się przyznać, że zachowywałam się jak śmieciara, jakby w sklepach nic nie było (wspomnienia z PRL?) lub jakby jutro miała wybuchnąć wojna. Po co mi 50 słoików po majonezie, wyszczerbione talerze i wazony, pojedyncze kieliszki czy rękawiczki bez pary? A ja trzymałam wszystko jak najcenniejsze skarby. Systematycznie zagracałam dom, mój ukochany dom, niepotrzebnymi duperelami!

Cztery długie dni, ciężka praca, pot i łzy! Tak mogę podsumować walkę ze samą sobą, żeby to wszystko wyrzucić. W zamian mam przestrzeń do życia. Pozbyłam się siedlisk kurzu. Może moje rzeczy – skarby kogoś uszczęśliwią? Poczułam satysfakcję. Oczywiście będę musiała się pilnować, żeby historia się nie powtórzyła. Dom, to miejsce do życia, a nie składzik!!! Tak będę sobie mówiła.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

2 × 4 =

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.