procesy czarownic

Procesy czarownic

Jest na świecie wiele jest kłamstw i przeinaczeń. Historia zna ich tysiące. To czego nas uczą w szkołach pod szyldem przedmiotu „historia”, to tylko zlepek popularnych skrótów myślowych i aktualnie obowiązujących teorii. Jedynie słusznych teorii. Kowboje tak naprawdę nie chodzili w „kowbojskich” kapeluszach. Demokracja nie powstała w starożytnej Grecji. Podobnie zresztą jak matematyka, czy fizyka. Wikingowie to nie byli skandynawscy super wojownicy. Bitwa pod Maratonem nie zakończyła się klęską Persów. Słowianie zaś to nie był pokojowy lud rolników.

Jednak jednym z największych przekłamań lub jeśli ktoś woli przeinaczeń, jest niezwykły splot tragicznych zdarzeń, które najlepiej można zaszufladkować pod szyldem: Średniowiecze, kościół i czarownice. Polowanie na czarownice nie zaczęło się w Średniowieczu. Takich polowań nie wymyślił Kościół. Żeby zrozumieć skąd wzięły się czarownice i ich prześladowania musimy cofnąć się do zamierzchłej przeszłości.

Dawno, dawno temu…

Jakieś 6500 lat temu Europa nie była jak się powszechnie uważa zaludniona stadami dzikusów. Prawie cały jej obszar zasiedlał dość jednolity lud, zwany przez najbardziej znaną badaczkę tego fenomenu, słynną archeolog Marię Gibutasową – Starą Europą. Ludzie żyli wtedy w małych grupach rodzinnych, czasem w wielkich rodach, a rzadziej w potężnych klanach. Pomimo tego, że w tym czasie gospodarka nie niszczyła przyrody, potrafiono stworzyć niezwykle potężne grody – fortece (np. w Sesklo). Niesamowite podziemne sanktuaria (np. na Malcie) oraz niezwykłe świątynie w głębi kontynentu (znane nam z zachowanych modeli stworzonych przez twórców świątyń).

W tamtych czasach ludzie żyli bardzo wygodnie. Znalezione groby wskazują, że ludzie umierali wtedy najczęściej w dość poważnym wieku. Nie znali chorób cywilizacyjnych, było też bardzo mało aktów przemocy. Nie ma dowodów na to, że ci ludzie toczyli jakiekolwiek wojny ze sobą. Cywilizacja ta trwała prawie 3000 lat, czyli zdecydowanie dłużej niż jakakolwiek inna znana nam kultura. Cechą niezwykłą i bardzo charakterystyczną była władza kobiet. To kobiety i ich naturalna skłonność do budowy sieci „przyjaciółek” stanowiła oś i kręgosłup tego pokojowego społeczeństwa. Kobiety decydowały o najważniejszych sprawach, wychowywały dzieci i co najważniejsze (!) wszystkie dorosłe kobiety: były kapłankami Bogini Ziemi. Także ich najwyższa istota (Bóg) była kobietą. Co więcej nie mieszkała ona w niebie tylko na „ziemi”, pośród ludzi.

Wszyscy: kobiety i mężczyźni, starcy i dzieci, a nawet domowe zwierzęta byli dziećmi Wielkiej Matki Ziemi. Cywilizacja istniejąca przez 3000 lat, stworzyła zaczątek pisma (tu odsyłam do znakomitej „Zaginionej cywilizacji epoki kamiennej” R. Rudleya) oraz imponującą ilość wiedzy, przekazywanej z matki na córkę. Wiedza ta dotyczyła zagadnień medycznych, religijnych oraz magicznych.

Wszystko co piękne kiedyś się kończy…

Niestety spokój tej cywilizacji skończył się wraz z przybyciem Indoeuropejczyków. Zespół tych ludów opierał się nie tylko na zupełnie innej strategii przeżycia, ale również przyniósł ze sobą nową technikę militarną. Nowa strukturę stadła ludzkiego (patriarchat) oraz nowych bogów. Od tego czasu bogowie mieli być związani z niebem, być mężczyznami i to mężczyźni od tego momentu mieli być władcami (a nie jak wcześniej przewodnikami) ludu, wojownikami i kapłanami. Kobiety zostały zdegradowanie niemal do rangi służących.

Oczywiście przemiana nie była wszędzie podobnie drastyczna i sporo ludów, nawet po całych tysiącleciach, wciąż zachowało resztki pamięci o starej Europie. Etruskowie, Sarmaci, czy nawet Słowianie wciąż mieli inny niż otaczający ich ludy stosunek do kobiet. Nawet samo słowo kobieta w języku polskim oznacza kapłankę lub wiedzącą. Słowo „kobieta” u Słowian znaczyło: wróżba, ofiara. W każdym razie najeźdźcy nie zdołali zniszczyć do końca resztek Starej Europy. Kobiety wciąż w pojedynczych liniach przekazywały jedna drugiej gasnące resztki wiedzy z tych zamierzchłych czasów. Początkowo wiedza ta była wybitnie użytkowa. Obejmowała zagadnienia: jak się leczyć, jak unikać kłopotów itp. Jednak te przekazywane sobie z ust do ust przepisy i zalecenia stopniowo ulegały zatarciu, stając się coraz częściej niezrozumiałe dla przekazujących. Z nastaniem nowej ery, gdy coraz więcej osób potrafiło pisać, pozostało wiele dowodów na to, że kobiety dysponowały wiedzą dającą wielokrotnie większe możliwości niż ówczesna nauka.

Umiejętność posługiwania się ziołami w celach leczniczych, bojowych, czy w celu pobudzania jasnowidzenia, doskonała znajomość przyrody, umiejętność życia w głuszy, bez posiadania broni – to wszystko było przerażające dla ówczesnych mężczyzn. Dodatkowo, wiedza dająca większy posłuch czy skuteczność leczenia i rozwiązywania różnych problemów, podważała nie tylko autorytet kolejnych kapłanów, ale co gorsza (w czasach gdy wierzono ze testem prawdziwości boga jest skuteczność jego wyznawców), potęga kobiet „wiedzących” podważała kolejne zmieniające się religie. Chyba dla nikogo nie powinno być też zaskoczeniem, że wiedźmy – czyli kobiety, które wiedziały więcej, były ulubionymi ofiarami prześladowań. Fakt że przetrwały tak długo świadczy o ich skuteczności oraz szacunku wśród zwykłych ludzi.

Kiedy zaczęły się prześladowania?

Najstarsze dokumenty o prześladowaniu czarownic wywodzą się ze starożytności. Wprawdzie biblijny Samuel radził się czarownicy z Edor w sprawach strategii (miała dla niego wywołać ducha znanego stratega), jednak już w innej księdze biblijnej jest jednoznaczny zapis „Nie pozwolisz żyć czarownicy”. Czarownice jako podważające dogmaty ówczesnych religii były tępione, także w starożytnej Grecji. W Atenach z polecenia słynnego Demostenesa spalono na stosie kobietę z wyspy Lemnos, jako nekromantkę. W starożytnym Rzymie istniała podstawowa i wzorcowa konstytucja, zwana prawem 12 tablic. To na tym prawie wzorowali się germańscy barbarzyńcy, próbujący utworzyć państwo będące przedłużeniem Imperium Rzymskiego, które pragnęli zmienić w Imperium Rzymskie Narodu Niemieckiego. W prawie „12 tablic”, karą za czarostwo była śmierć. Kara spalenia na stosie również nie jest wynalazkiem Średniowiecza lecz Starożytności. Karę tę wymierzano za ciężkie przestępstwa. Co ciekawe na stosie miał umrzeć Krezus, znany z legendarnego bogactwa.

W cesarstwie rzymskim czarownice bardzo łatwo mogły się rozstać z życiem. Wielce prawdopodobne było to, że skończą na stosie (inne możliwości to: ukamienowanie lub ukrzyżowanie). Średniowiecze (z przyczyn doktrynalnych) nie wierzyło we władzę czarownic. Bóg chrześcijan był jedynym władcą spraw niematerialnych. Szatan miał dostęp tylko tam, gdzie zezwolił mu Bóg. Jeżeli nawet czarownica była w stanie coś „zaczarować”, to robiła to na podstawie tajnego, długofalowego planu Jahwe. Podobnie zresztą czarownik. Najpełniejszy wyraz temu dawał znakomity dokument prawny, wydany w 906 roku – Canon Episcopi. Nakazuje on, aby ludzi, którzy uprawiają wróżbiarstwo i praktyki czarownicze, wypędzano z gminy. Jednak o karze śmierci nie ma mowy.

Wspomniane prawo uznawało, że są możliwe takie czyny, jak rozmyślne trucicielstwo (zaliczane wtedy do czarów), czy podpalenia wśród osób uprawiających magię i wróżbiarstwo. Za takie zbrodnie trzeba było karać tak, jak za zwykłe morderstwo, czy trucie zwierząt. Jednak opowieści tego typu jak: zamawianie pogody, zmiana kształtu w zwierzęcy (co było na przykład osią akcji jedynej ze starożytnych powieści „Złoty osioł”), latanie na miotle i tym podobne opowieści, uważano za niegroźny folklor i wymysł. Canon Episcopi wychodził z założenia, że ktoś o takiej mocy może istnieć tylko za zgodą i wolą boską. Reklamowanie swoich zdolności w zakresie czarostwa było postrzegane jak typowa hochsztaplerka, w której jest więcej pustych słów niż prawdy. Jeżeli taka osoba była uciążliwa dla otoczenia należało ją najpierw upomnieć, a potem ewentualnie wypędzić gdzie indziej.

Co więcej Kościół wziął pod obronne skrzydła czarownice i czarowników. Przez prawie całe średniowiecze to osoba polująca na czarownice podlegała karze, a karano ostro. Łowca czarownic (w krajach germańskich postać taka często była elementem folkloru) tracił głowę lub sam trafiał na stos. Od wydania Canon Episcopi, aż do wydania Maleus Maleficarum (wydano je praktycznie kilka lat przed końcem średniowiecza) polowanie na czarownice było zabronione.

Czarownica w Średniowieczu

Średniowiecze okazuje się najbezpieczniejszym okresem dla czarownicy, czy czarownika. Zwłaszcza w porównaniu z Renesansem, Barokiem, czy Oświeceniem. Kościół w Średniowieczu takimi bzdurami jak czary się nie zajmował. Elementami magii zajmowało się wielu jego luminarzy i nic im nie groziło z tego powodu. Oczywiście był jeden wyjątek – herezje. Jeżeli ktoś chciał założyć własną religię, to Kościół, po próbie ugody karał grzesznika stosem. Postawa Kościoła w tym przypadku była dość dobrze uzasadniona. Kościół Katolicki borykał się z herezjami praktycznie od swego powstania. Początkowo dobrze odnoszący się do licznych odłamów, zdał sobie dość szybko sprawę z tego, jaka jest natura ludzka. Ze sporu natury teologicznej rodzi się wojna. Kiedy słowa przechodzą w czyny, motłochu nie obchodzi filozofia czy moralność. Motłoch obchodzi tylko to, by mordować i okradać tych „innych”. Oznacza to, że praktycznie każdemu odstępcy przyświecała idea szybkiego wzbogacenia się.

Jedną z przyczyn upadku Imperium Rzymskiego były gwałtowne rozruchy i walki pomiędzy frakcjami chrześcijańskim zwanymi ortodoksami i monofizytami. Gdy husyci urośli w silę, ich najazdy doprowadziły do śmierci tysięcy ludzi, w tym dzieci starców i kobiet. Gdy protestanci znaleźli sobie możnych obrońców (w postaci niemieckich książąt), stali się potęgą. Rozpętana przez nich wojna, pochłonęła dziesiątki razy więcej istnień ludzkich, niż działalność inkwizycji, w czasie całego jej istnienia.

Średniowiecze poza przypadkami, gdy wkraczano w sprawy doktrynalne (a właśnie za sprawy doktrynalne spłonął Giordano Bruno), było najbardziej tolerancyjnym okresem w historii (może poza ostatnimi 200 latami). Papież Sylwester sam zajmował się magią i nikogo to nie dziwiło. Pierwszy polski naukowiec – Witelon, oprócz stworzenia genialnego dzieła o optyce, zajmował się demonologią. Był on też twórcą interesującego dzieła w obronie Lucyfera. Nie spotkała go za to żadna kara. Dzięki komputerom i ich możliwościom archiwizacji starych dokumentów, udało się parę lat temu odnaleźć zaginione w różnych archiwach dokumenty. Miedzy innymi te, dotyczące spalenia Templariuszy, Joanny D’arc (spalonej przez „naukowców” z Sorbony, wykonujących angielskie rozkazy), czy Giordano Bruno.

Wyłaniająca się prawda jest dla nas dość szokująca: największe bezpieczeństwo czarownicom i czarownikom w Średniowieczu, zapewniał właśnie Kościół i jego prawa.

Add a Comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *