Zielone dzieci z Woolpit

Zielone dzieci to to jedna z najbardziej tajemniczych spraw w historii średniowiecznej Europy. Skąd przybyły tak niezwykłe istoty?

Zielone dzieci to to jedna z najbardziej tajemniczych spraw w historii średniowiecznej Europy. Skąd przybyły tak niezwykłe istoty? Przyjrzyjmy się tej historii.

 

Co mówią dokumenty…

 

„Nie wolno mi pominąć cudu, o jakim nie słyszano od najdawniejszych czasów, który zdarzył się za panowania króla Stefana. Sam długo nie chciałem dać temu wiary, choć było o tym głośno wśród wielu ludów za granicą. Ale ja uważałem za śmieszne zajmowanie się czymś, czego nie było powodu komentować, a najbardziej z powodu niejasności. Aż wreszcie zostałem przygnieciony tyloma dowodami ze strony wiarygodnych świadków, że byłem zmuszony uwierzyć i podziwiać to, co mój rozum usiłował na próżno zrozumieć lub prześledzić”.

Tak o tej sensacyjnej sprawie która poruszyła cała łacińską Europę napisał w roku pańskim 1200 kronikarz klasztoru w Yorkshire William z Newburgh. Zaciekawiony kronikarz kontynuował:

„W Anglii trzy lub cztery mile od wspaniałego klasztoru Błogosławionego Króla i Męczennika Edmunda leży wioska, w pobliżu której można zobaczyć wiele znajdujących się tu od niepamiętnych czasów kanałów, zwanych wolfpittes; od nich właśnie pochodzi nazwa wioski. Podczas żniw, gdy żniwiarze zbierali się na polu, z jednego z tych kanałów wydostały się dzieci o zielonym ciele, chłopiec i dziewczynka, w ubraniu dziwnego koloru i z nieznanego materiału. Wędrowały zdezorientowane po polu, aż wreszcie zobaczyli je żniwiarze i zaprowadzili do wioski, gdzie zebrało się wielu, żeby zobaczyć ten cud”.

 

Początek historii…

 

Na polach obecnej wioski Woolpit w Suffolk znaleziono dwójkę dzieci. Starszą dziewczynkę i młodszego o parę lat chłopczyka. Dzieci mówiły w nieznanym nikomu języku, ubrane były w stroje o niezwykłym kroju i z niezwykłego materiału (podobno srebrzystego). Najdziwniejsza w dzieciakach była ich skóra: zielonkawa, a nawet według niektórych źródeł zielona. Dzieci zaprowadzili chłopi do pana tych terenów Sir Richarda de Calne. Dalsza ich historia rozgrywała się właśnie na jego dworze (mansion) w Wikes. Dzieci nie potrafiły jeść typowych pokarmów tamtej epoki: chleba na zakwasie, polewki (cienkiej zupki – kisielu z rozgotowanego zboża) ani mięsa. Umarłyby pewnie z głodu, gdyby służący nie zauważyli ciekawej rzeczy. Tak opisuje to kronikarz: „Postawiono przed nimi chleb i inne wiktuały, lecz one niczego nie tknęły, choć dręczył je wielki głód, jak potem przyznała dziewczynka. W końcu, gdy przyniesiono do domu świeżo zebraną fasolę, nie obraną z łodyżek, zaczęły z wielką pożądliwością dawać znaki, aby im ją podano. Kiedy ją dostały, zamiast strączków otwierały łodygi, myśląc, że w nich jest fasola. Gdy jednak jej nie znalazły, znów zaczęły płakać. Kiedy obecni to zobaczyli, otworzyli strączki i pokazali dzieciom ziarna fasoli. Jadły je z wielkim upodobaniem i przez długi czas nie tknęły innego pożywienia”. Organizm chłopca niestety nie potrafił się przyzwyczaić do nowego dla niego rodzaju diety. Zmarł niedługo po odnalezieniu tej pary. Za to dziewczynka z czasem przyzwyczaiła się do warunków życia w tamtym świecie i wiodła życie typowe dla dwórki, na typowym angielskim dworze. Sam kronikarz pisze o tym tak: „Dziewczynka stale cieszyła się dobrym zdrowiem. Przyzwyczaiła się do pożywienia różnego rodzaju, przez co utraciła swoje zielone zabarwienie i stopniowo odzyskała rumiany kolor na całym ciele. Później odrodziła się całkowicie dzięki sakramentowi chrztu świętego i żyła przez wiele lat w służbie tego rycerza, […] a była raczej rozpustna i swobodnego prowadzenia”. Wbrew opinii nieco zbyt rygorystycznie nastawionego do moralności mnicha, dziewczyna chyba jednak miała dobrą opinię, bo wyszła za mąż bardzo dobrze a nawet jeżeli weźmiemy pod uwagę, że nie dysponowała rodowymi ziemiami po prostu znakomicie. Na chrzcie przyjęła imię Agnes. Została żoną bogatego i wpływowego rycerza, byłego posła królewskiego, z którym wyprowadziła się do jego posiadłości w  King’s Lynn w Norfolk. Zmarła jako lady Agnes Barre. Być może żyje do dziś przynajmniej jeden jej potomek.

 

Opowieść dziecka…

 

Niezwykła jest też opowieść, którą przekazała nam dziewczynka, gdy nauczyła się języka angielskiego (lub francuskiego bo takim mówiono na dworze angielskim w średniowieczu). Pochodzili z braciszkiem z jakiejś krainy, skąd bez ich woli zostali przeniesieni do Anglii. Kraina ta była pogrążona w półmroku, nie widać było praktycznie wcale słońca, tylko tak jakby mglisty ni to wieczór, ni to poranek. Dziewczyna używała określenia: Kraina Świętego Marcina. Wszyscy jej mieszkańcy mówili tam nieznanym naszemu światu języku i mieli zieloną skórę. Niestety dziewczynka nie przekazała żadnych nazw miejscowych, mogących ułatwić zweryfikowanie wielu teorii na temat miejsca jej pochodzenia.

 

Podziemne świątynie…

 

W całej sprawie interesujący jest też wątek podziemnych korytarzy, zwanych w średniowieczu wilczymi norami/jamami. Już współcześnie zlokalizowano część korytarzy i zidentyfikowano je jako neolityczne kopalnie, takie jak polskie Krzemionki, czy angielskie Grim Holes. Jednak część tuneli sama w sobie jest sensacją. Należy do jednej z największych tajemnic neolitycznej Europy. Mówimy tutaj o tunelach popularnych w całej zachodniej Europie epoki kamiennej . Tunele te nie były używane jako kopalnia lecz miały inne, niezwykłe przeznaczenie. Były świątyniami, lecz ponieważ powstały w czasach, gdy jeszcze nie znano pisma nie wiemy zbyt wiele o tym kulcie. Jedyne czego możemy się domyślać to, to że resztki tego nieprawdopodobnie starego kultu (według niektórych badaczy ma on ponad 12 tysięcy lat) przetrwały jeszcze do starożytnej Grecji, gdzie były znane pod nazwą obrzędów misteryjnych. Część obchodów misteriów odbywało się właśnie pod ziemią, w specjalnych podziemnych labiryntach. Według nielicznych informacji, w czasie obrzędów korytarze zmieniały się w portale do innego świata. Najbardziej rozwinięta ich sieć wraz z podziemną świątynia, która zachowała się do dziś, to kompleks Hypogeum w Saflieni na Malcie.

Nigdy nie dowiemy się skąd pochodziły dzieci, być może wyszły z jednego z korytarzy? Nie sposób niczego udowodnić naukowo. Nauka nie zna też odpowiedzi na inne pytania dotyczące niezwykłych dzieci.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

four + 17 =

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.