Trithemius – pogromca czarownic

Trithemius urodził się i żył na przełomie Średniowiecza i Renesansu. Znał i był znany oraz podziwiany przez wszystkich największych magów epoki.

Trithemius urodził się i żył na przełomie Średniowiecza i Renesansu. Znał i był znany oraz podziwiany przez wszystkich największych magów epoki. Poznał osobiście słynnego Johanna Fausta, był przewodnikiem Corneliusa Agrippy i nauczycielem Paracelsiusa. Był jak gwiazda na firmamencie niezwykłych odkryć czy wynalazków zaraz po Nikoli Tesli czy Rogerze Baconie. Był też opatem i znakomitym administratorem klasztoru w niemieckim miasteczku Sponheim. Jego porad słuchali najpotężniejsi władcy epoki. Niestety był też współtwórcą największego ludobójstwa w historii religii. To jego dzieło zapoczątkowało tak naprawdę obsesję na punkcie czarownic i to tak naprawdę on zapoczątkował koszmar zwany „polowaniami na czarownice”.

 

Trithemius opat z Sponheim, a w zasadzie  Johann von Heidenberg, bo pod takim nazwiskiem przeszedł na świat, urodził się 1462, a zmarł w1516 roku. Już jako trzydziestoośmioletni zakonnik dorobił się niepokojącej, a nawet skandalicznej opinii. Tamta epoka nie znała Internetu i telefonów, jednak ówcześni ludzie wiele ze sobą rozmawiali za pomocą listów. Trithemius również pisał chętnie i często. Niestety jeden z jego listów nie trafił w ręce odbiorcy – Arnolda Bosta w Gandawie. Adresat zmarł tuż przed odebraniem listu, który w końcu trafił do rąk opata Gandawskiego klasztoru.

Ów list zawierał między innymi takie akapity:

„Pracuję właśnie nad ważnym dziełem, które skoro tylko pojawi się w druku, zadziwi świat;… Pragniesz zapewne wiedzieć, co moja księga zawiera. Otóż najważniejsze rzeczy, zdumiewające i niewiarygodne dla wtajemniczonych. Pierwsza księga uczy o ponad stu rodzajach pism tajemnych, który jednak nawet najmądrzejszy nie zdoła odczytać, jeśli nie będzie znał klucza. ….Rzecz jest zadziwiająca, ale druga księga przynosi jeszcze większe cuda. Mianowicie mogę z odległości ponad stu mil lub większej przekazać osobie znającej sztukę mojej myśli, bez słów, pisma i jakichkolwiek znaków dawanych za pomocą ognia. Nie potrzebuję też żadnego posłańca. Na żądanie może to być wykonane wyraźnie i dokładnie, w sposób całkiem naturalny, bez pomocy duchów i innych przesądów. … Księga trzecia traktuje o sztuce, dzięki której człowiek znający jedynie swoją mowę ojczystą może być doprowadzony do tego, że w dwie godziny zrozumie łacinę, będzie posługiwał się nią w mowie i piśmie tak, że nikt nie zaprzeczy, że posługuje się on językiem klasycznym(…)
Jeśli pragniesz dowiedzieć się, w jaki sposób doszedłem do tej wiedzy, ukrytej dla innych ludzi, to słuchaj. Nie otrzymałem jej od innego człowieka, lecz dzięki objawieniu, sam nie wiem czyjemu. Jednego dnia 1499 r. rozważałem, czy nie mógłbym odkryć pewnych tajemnic ludziom wówczas nie znanych; gdy zaś po długim rozmyślaniu osądziłem, że sprawa, do której dążę, jest niemożliwa do rozwiązania, położyłem się do łóżka, wstydząc się poniekąd, że w swej głupocie dałem się tak dalece ponieść, iż podjąłem się rzeczy zgoła niemożliwej. Tej nocy jednak stanął ktoś przy mnie i zawołał po imieniu:

 

– Trithemiusie – powiedział – nie sądź, że myśli te nosiłeś w sobie nadaremnie.

 

– Więc poucz mnie – odpowiedziałem – co mam czynić, by dalej postąpić w swym rozważaniu.

 

Wówczas on odsłonił mi całą tajemnicę i okazał z łatwością to, czego ja dociekałem przez długi czas nadaremnie. Bóg mi świadkiem, że mówię prawdę!”

Opat okazała się bardzo surowym sędzią, natychmiast rozgłosił w całych Niemczech, Francji i Szwajcarii, że opat z Sponheim współpracuje blisko z jakąś diabelską siłą i jest czarownikiem. Opatowi tak naprawdę opinia ta odpowiadała, bo nikt wtedy za czarostwo na stos nikogo nie skazywał. Intelektualista tamtych czasów powinien być czarnoksiężnikiem albo przynamniej astrologiem. Opinia rosła i żyła własnym życiem, zaczęto też dokładać wymyślone fakty dotyczące życia opata. Na nieszczęście dla kobiet w całej Europie kilkanaście lat wcześniej ukazała się jedna z najpoczytniejszych książek ówczesnych czasów: „Młot na czarownice”. Wbrew wyobrażeniom i popularny mitom o tej książce, miła ona tylko jednego autora. Był nim jeden z największych oszustów, manipulatorów i złodziei swoich czasów – Heinrich Kramer. Kramer ciągle balansował na granicy upadku i wiezienia. Jednak zawsze potrafił przypodobać się odpowiednim ludziom, co chroniło go przed więzieniem, a nawet cięższymi karami. Oskarżony o obrazę majestatu, potrafił tak skutecznie kłamać przesłuchującym go przed papieskim trybunałem, że uczyniono go inkwizytorem Niemiec. Jako inkwizytor robił to co inni inkwizytorzy – palił heretyków. Tu zabił kilku husytów, tam pognębił gminę żydowską, a gdzie indziej pisał zjadliwe i kłótliwe polemiki przeciw koncyliarystom pragnącym kontroli demokratycznej nad papiestwem. W sumie nic wartego uwagi, inkwizytor jakich było setki przed nim i mogłobym setki po nim. Jednak Kramer miał jeden skrywany sekret, swoiste idee fixe – obsesję na temat istnienia morderczej sekty czarownic. Zebrał bajania, baśnie ludowe, a nawet kawały, odpowiednio je przetworzył, dołożył wszystko co tylko mogło bulwersować czy szokować i wydał jako uzasadnienie potrzeby bezwzględnej eksterminacji wszystkich czarownic i ich pomocników. Ponieważ jego autorytet był poważnie nadszarpnięty przez proces jaki się przeciw niemu toczył (akurat był oskarżony o defraudację olbrzymiego majątku), by dodać powagi dziełu, zapisał jako jego współautora innego inkwizytora – Jakuba Sprengera. Sprenger miał z punktu widzenia Kościoła sporą wadę. Jako inkwizytor był niezwykle opieszały, ferował wyroki niechętnie, a wszystkie były bardzo łagodne. Wcześniej unikał funkcji inkwizytora jak mógł, ale nie udało mu się uchronić przed nominacją. Dla Kościoła bowiem miał też jedną ważną zaletę – jego bystry i sceptyczny umysł zaskarbiał mu olbrzymi szacunek pośród wykształconych władców. Kramer był wielkim zwolennikiem teorii o realności czarów i istnieniu sekty czarownic. Ponieważ pragnął rozgłosu stwierdził, że poglądy zawarte w księdze są identyczne z poglądami tego znanego inkwizytora – intelektualisty. Sprenger nic o sprawie początkowo nie wiedział. Po publikacji „Młota na czarownice” w 1487 roku, Sprenger wytoczył oficjalne i bezwzględne wewnątrz zakonne śledztwo przeciwko Kramerowi. Kramer jako recydywista (juz wcześniej był atakowany za wymysły o czarownicach) został potępiony przez władze zakonne w 1490. W sentencji wyroku napisano, że potępiono go za „występki, które wywołały wielki skandal w prowincji Teutonia.”  Aż do śmierci Springera, Kramer pozostawał w niełasce. Współpracownik Sprengera – Servatius Fanckel, krótko po jego śmierci jeszcze raz wprost zaprzeczył, jakoby jego przyjaciel miał cokolwiek wspólnego z tym dziełem. Na szczęście dla Kramera, a na nieszczęście dla Europy przeżył on Sprengera o prawie 10 lat zaś „Młot na czarownice” nie został ujęty w indeksie ksiąg zakazanych. Pięćdziesiąt lat wcześniej odkryto prasę drukarską ruchomą i odlewane czcionki. Rynek został nasycony wszelkimi wydaniami Biblii i wydawcy poszukiwali jakiegoś bestsellera. Skandaliczna książka „Młot na czarownice” nadawała się znakomicie do tego celu. Błyskawicznie trafiła do bibliotek i wszelkich wykształconych ludzi. Trafiła też na dwór cesarza Maksymiliana I. Kramer do spółki z wydawcami potrafił znakomicie zatrzeć skandale ze swej przeszłości, powrócił też do bajeczki o współautorstwie powszechnie szanowanego Sprengera. Maksymilian I właśnie dokonywał wielkich przekształceń i wymyślił nazwę Cesarstwo Rzymskie Narodu Niemieckiego. Wymyślił też i zaplanował kodyfikacje wszelkich praw w zarządzanym przez siebie państwie. Już wkrótce Rzesza miał się podzielić na landy protestanckie i katolickie, jednak wszystkie te krainy (jak pokazała historia) opierały się na prawach utworzonych przez Maksymiliana I. Prawa te miały wielki wpływ na prawodawstwo sąsiednich krain: Polski, Francji oraz Prus.

W tym strategicznym czasie dla historii Europy, w ręce cesarza trafia „Młot na czarownice”. Cesarz się waha, z jednej strony większość ludzi Średniowiecza wierzy w czarownice, jednak zakłada że to tylko taki folklor i wymysły. Znane są też wybryki jednego z autorów książki. Z drugiej strony Maksymilian I jest osobą rozczytaną w dziełach autorów starożytnych. Antyczni ludzie wierzyli w moc czarownic, obawiali się ich i chętnie je mordowali lub wypędzali. Maksymilian postanowił zapytać o radę kogoś kto miał wielka wiedzę w takich tematach. Wybór pad na Trithemiusa (7 lat wcześniej wybuchł skandal z listem).W jednej osobie intelektualista i czarownik, duchowny i renegat. Wezwanemu przed oblicze Maksymiliana I opatowi zadano osiem pytań, wszystkie dotyczyły ustroju Rzeszy, za wyjątkiem dwóch, które zawierały pytania co do realności wizji przedstawionej w bestsellerowym „Młocie na czarownice”. Przyszłość europy i nauki europejskiej spoczęła w rekach Trithemiusa, który zachował się bardzo niemądrze. Zamiast rozproszyć wątpliwości, on odpowiada: ”Czarownicy to wstrętni ludzie, zwłaszcza kobiety pośród nich, wyrządzają one rodzajowi ludzkiemu nieobliczalne szkody, uciekając się do pomocy złych duchów i czarodziejskich napojów… Niestety liczba takich czarownic jest ogromna. W każdej połaci kraju i nawet w najmniejszej wiosce znaleźć można czarownice. Przez złośliwość tych kobiet umierają ludzie i bydło, a nikt nie pomyśli o tym, że dzieje się to przez te wiedźmy. Wielu ludzi nękają najsroższe choroby i nie zdają sobie nawet sprawy, że są w mocy czarów… Rzadko znajdzie się inkwizytor, a już nigdy sędzia, który pomści te jawną obrazę Boga i natury”. „Młot na czarownice” tak naprawdę był łagodniejszy od werdyktu Trithemiusa, zawierał bowiem w większości przepisy na środki ochronne przed czarami, zaś stosunkowo mało mówił o konieczności, czy też bezwzględnej konieczności eksterminacji czarownic. To Trithemius – czarownik, opat, osoba bardzo dobrze wykształcona i inteligentna, pchnęła lawinę która rozpoczęła obłęd polowań na czarownice niszczący Europę i Amerykę przez jakieś 250 następnych lat. Nie wiemy czemu się tak bezmyślnie zachował ten wcześniej niezwykły i inteligentny człowiek. Niektórzy mówią, że by przedstawicielem nowej, rodzącej się właśnie kasty mężczyzn: astrologów, magów, naukowców i lekarzy. Rzekomo chciał się pozbyć kobiecej konkurencji. Faktem jest to, że od tej pory to mężczyźni zaczęli leczyć (i wróżyć, bo wtedy na uczelniach uczono również astrologii i alchemii) całą Europę, według wskazań akademickiej wiedzy (za to z miernym skutkiem). Trithemius skazał na zagładę większość zbieranej przez tysiąclecia wiedzy zielarskiej z zakresu medycyny naturalnej. Jest też jeszcze inna, prozaiczna możliwość dziwnego zachowania tego inteligentnego człowieka – był on chory na syfilis, które systematycznie niszczyło jego mózg. Kilkanaście lat wcześniej odkryto Amerykę. W Europie właśnie zaczęła siać zagładę nieznana wcześniej choroba wywoływana przez krętka białego. Dziś znana jaki choroba francuska, franca czy kiła. Początkowo przenosiła się głównie drogą kropelkową, a nie jak choroba weneryczna. Wywołała spustoszenie gównie w układzie nerwowym. Dopiero kilkadziesiąt lat po opisywanych zdarzeniach przyjęła formę mutacji jaką dzisiaj znamy – okrutnej choroby wenerycznej. W tamtych czasach doprowadzała ludzi do obłędu. Krewniak cesarza Maksymiliana I, (pokolenie później) osiągnie taki stan ze zabije, poćwiartuje i częściowo zje swoją kochankę.

Jak było naprawdę nie dowiemy się nigdy. Trithemius przeżył jeszcze w spokoju 11 lat po tym zdarzeniu w zupełnej nieświadomości tego, jak jego wypowiedź zmieni historie świata.

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.