Dzikie dzieci

Dzikie dzieci to temat, który pojawia się w mitach i legendach od zarania ludzkości. Dzieci są wychowywane przez plemię albo rodzinę, co by się stało gdyby niemowlęta lub małe dzieci trafiły pod opiekę zwierząt?

Dzikie dzieci to temat, który pojawia się w mitach i legendach od zarania ludzkości. Dzieci są wychowywane przez plemię albo rodzinę, co by się stało gdyby niemowlęta lub małe dzieci trafiły pod opiekę zwierząt?

Legendarni Romus i Remus – założyciele Rzymu byli według podania wychowywani przez wilczycę. Motyw ten często pojawia się też w literaturze: Tarzan wychowany przez małpy, czy Mowgli z „Księgi dżungli”, który został odbity tygrysowi, Shere Khanowi i przyjęty do wilczej gromady oraz przez nią wychowany. Dlaczego wilki pojawiają się tak często w opowieściach? To proste, większość ludzi żyjących blisko przyrody, doskonale wiedziało, że wilki mimo iż niepodobne z wyglądu do ludzi, pod względem zwyczajów i praw w stadzie zadziwiająco są do nas podobni. Wadery, czyli wilczyce matki mogą uchodzić za wzór instynktu opiekuńczego oraz miłości matczynej. Gdzie więc niemowlę ma większe szanse przetrwać niż w ciepłej norze, pod opieką czułej przybranej mamy – wadery? To dlatego „Synami Wilków” nazywano całe mnóstwo stepowych wojowników: Tatarów, Turków, Tanngutów i wiele z plemion Indiańskich.

 

Czy wychowanie dzieci przez zwierzęta to tylko legenda plemienna, rodowa lub totemiczna, czy też może echo prawdziwego zdarzenia?

 

Naukowcy bardzo wcześnie dostali do rąk dowody, że taki proces jest jak najbardziej możliwy. Dość szybko okazało się, że dzikie dzieci są znane nauce, a nawet jest dość dużo. By jakoś usystematyzować cały fenomen przyjęto nazywać dzikie dzieci – „Mowgli” – od imienia chłopca z Księgi Dżungli. Najsłynniejsza i najlepiej udokumentowana historia zdarzyła się w październiku 1920 roku, w Midnapore – mieście leżącym we wschodnich Indiach. Okoliczni farmerzy byli sparaliżowani strachem, ponieważ w okolicy pojawiły się dwa demony o ludzkich kształtach, wyskakujące z podziemnych nor w pobliskim lesie.

Z powodu „demonicznej” natury, do walki ze stworami wysłany został najodważniejszy w okolicy duchowny (protestancki pastor) – Joseph Singh. Pan Singh wywodził się z rodziny miejscowych, utalentowanych myśliwych. Zabrał się więc do polowania na „demony” jak myśliwy: ukrył się w „zasiadce”(myśliwska nazwa zasadzki na zwierzynę) na platformie zbudowanej samodzielnie kilka dni wcześniej i starannie zamaskowanej. Jak zawsze w czasie takiego polowania nic ciekawego się nie działo. Nagle z zamaskowanej nory najpierw wyszedł dorosły wilk samiec, ostrożnie rozejrzał się, a gdy nie zauważył ani nie zwęszył nic niepokojącego (platforma myśliwska była po zawietrznej stronie) dał znak wilczycy i ona również zlustrowała okolice. Po takim rozpoznaniu, z nory – gawry, wyszła gromadka wilczków i … dwa „demony”. Całe stado ruszyło w stronę Singha dając mu okazje do dokładnej obserwacji. Ponieważ było dość ciemno, duchowny dopiero z kilku metrów zdołał zobaczyć, że dwa domniemane demony, to po prostu dwie nieprawdopodobnie zaniedbane i brudne dziewczynki. Dzieci, jak później się okazało miały jedna około 1,5 roku a druga 7 lat. Wilki zaopiekowały się dziećmi chroniąc je przed śmiercią. Udało się schwytać obie Mowgli. Schwytane dziewczynki na widok ludzi zaczęły uciekać razem ze swym przybranym stadem. Dogonienie ich było możliwe jedynie dlatego, że dzieci nie potrafiły biec tak szybko jak ich czworonożni rodzice. Stado jednak próbowało ich bronić, więc dopiero strzały w powietrze odpędziły wilki.

Dziewczynki trafiły do najlepszego w kraju sierocińca. Personel postawił sobie za zadanie przywrócenie ich do życia w społeczeństwie ludzkim. Mimo otoczenia naprawdę dobrą opieką i ludzką miłością (pielęgniarki traktowały dziewczynki jak własne dzieci), proces cywilizacji zakończył się klęską. Młodszą dziewczynkę nazwano Amala, a starszą Kamala, Jednak tak naprawdę to te dzieci pozostały wilczętami: wyły, warczały, w charakterystyczny sposób poszczekiwały (inaczej niż psy). Jadły tylko z miseczek postawionych na ziemi. Amala zmarła po roku. Siostra opłakiwała ją gorąco. Kamala nigdy nie nauczyła się normalnie chodzić, potrafiła stać na dwóch nogach jakiś czas lecz najczęściej biegała na czworakach, nie nauczono jej też normalnie mówić. Zdołała zapamiętać tylko 30 słów. Do końca życia pozostawała pod opieka innych. Pytanie, jak potoczyłyby się jej losy, gdyby nie odebrano jej przybranej, wilczej rodzinie. Czy nie byłaby tam szczęśliwsza?

Innym przypadkiem Mowgli był trzyletni chłopiec, znaleziony w 1972 roku, w niedźwiedziej norze w stanie Uttar Pradesh w Indiach. Chłopiec nazwany później Pascalem został wychowany przez niedźwiedzicę. Co ciekawe, pomimo niedźwiedziej opieki, gdy znaleźli go myśliwi bawił się z zaprzyjaźnionymi z nim wilczkami z niedalekiej gawry. Pascal został umieszczony w ośrodku Marii Teresy w Prem Divas, a następnie w Lucknow. Przeżył aż do 1985 roku, a zmarł w wyniku powikłań pokarmowych.

Chyba najdziwniejszym i najsmutniejszym był przypadek innego Mowgli. Historia ta zdarzyła się na początku XX wieku w centralnych Indiach. Prowadzący inspekcję, brytyjski sędzia, w pewnej wiosce zobaczył przetrzymywanego w klatce i skutego kajdanami potężnego mężczyznę w wieku około czterdziestu lat. Mężczyzna bez przerwy to wył, to miotał się bezsilnie. Jak się okazało, wiele lat wcześniej malca zabrano z gniazda tygrysicy. Tygrysica była na łowach, jednak gdy wróciła do gniazda ruszyła w pościg za porywaczami i chciała odbić swoje „kocie”. Krążyła wokół budynku gdzie przetrzymywano Mowgliego przez kilka dni i nocy, aż zabito ją obawiając się o los ludzi w wiosce. Człowiek tygrys nigdy nie stał się „normalnym człowiekiem” – wieśniacy wykorzystywali go jako „obronną maskotkę”. Gdy w czasie wypraw drwali tygrys Mowgli był razem z ludźmi, nie doszło do ani jednego ataku zwierząt. Niestety sam Mowgli stawał się coraz bardziej dziki i tak naprawdę powinien być wypuszczony na wolność, do tygrysich pobratymców. Wieśniacy jednak nie chcieli pozbywać się „parasolu bezpieczeństwa” i przetrzymywali nieszczęśnika w klatce. Chłopiec był wychowywany przez tygrysicę do piątego roku życia, przez ten czas żył jak tygrys i nie wyobrażał sobie innego życia.

Mamy też świadectwo Mowgliego opowiedziane przez niego samego. Ojciec Johna Ssabunya zamordował swą żonę (matkę Joha), gdy chłopiec miał cztery lata. Dziecko będące świadkiem zabójstwa uciekło do lasu chroniąc się przed psychopatą. Tam zaadoptowane przez koczkodany przeżyło z nimi 3 lata. Gdy myśliwi go odnaleźli był cały w bliznach i zadrapaniach (szczególnie na kolanach i łokciach) i miał siedem lat. Stado małp starało się obronić „swoje” dziecko, obrzucając myśliwych kamieniami, swoim kałem, a nawet szarżując na nich z kijami w rekach. Myśliwi wydostali dziecko ludzkie nie zabijając żadnego z małpich opiekunów. Chłopiec nie mówił i nie płakał. Zapomniał jak się to robi. Po kilku latach z powrotem nauczył się ludzkiej mowy i opowiedział o swym losie. Według specjalistki od małp naczelnych – dr Debbie Cox, John porozumiewał się lepiej z koczkodanami niż najlepsi ze specjalistów od takiej komunikacji. Pomimo pełnego powrotu do cywilizacji wciąż spędza sporo czasu z przybranymi rodzicami, a także bierze udział w poważnych projektach naukowych jako swoisty „tłumacz”.

Takich przypadków jak te opisane powyżej jest o wiele więcej. Począwszy od starożytności aż po współczesność. Zdarzyły się one w różnych częściach świata: od bardzo egzotycznych krain aż po współczesną Ukrainę oraz Rosję. Przypadek Roksany Mołodej czy Edika dowodzi, że zwierzęta potrafią być bardziej ludzcy niż sami ludzie. Zwierzęta to nasi młodsi bracia? Czasem wydaje się, że starsi i bardziej dojrzali bracia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

16 − nine =

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.