Czy pieniądze to wszystko?

Życiem coraz częściej kierują pieniądze. Ich brak jest jak ciężka choroba. Ludzie boją się wcale nie piekła i diabła z rogami, ale biedy, która jest piekłem

Kiedy zaczynam myśleć o zmianach jakie nastąpiły w ludziach, w podejściu do pieniędzy, zawsze przypominają mi się czasy PRL-u, kiedy to ile kto ma i co kupuje, nie budziło tak niezdrowych sensacji. Dziś pieniądze zastąpiły Boga i niestety nie jest to żadna przenośnia. Raczej ludzie przestali zdawać sobie sprawę z tego w co wierzą i co kieruje ich życiem.

A życiem coraz częściej kierują pieniądze. Ich brak jest jak ciężka choroba. Ludzie boją się wcale nie piekła i diabła z rogami, ale biedy, która jest piekłem, a w którym rolę diabła często spełniają komornicy i urzędnicy państwowi, nie lepsi od diabłów z ludowych opowieści. Tyle, że dziś nawet współczesny „diabeł” boi się piekła biedy. Obcując na co dzień z ludźmi biednymi lub ludźmi, którzy stracili wszystko, strach jest jeszcze większy.

Każdy kto przeżył i pamięta czasy PRL-u, pamięta także, że nie było tej obsesji posiadania jak największej ilości pieniędzy, samochodów, nieruchomości, kariery w korporacjach. Słuchając zwierzeń współczesnych dwudziestoparolatek, które za chwilę wejdą już w ten wiek, kiedy według tego czego się nauczyły, już nic więcej nie dostaną od życia, jestem zaskoczona ich wymarzonymi ścieżkami kariery zawodowej. Dla większości z tych młodych kobiet idealna kariera zawodowa to praca w korporacji. Wspinanie się po szczeblach kariery, wbijanie ostrego obcasa w konkurencję, spychanie innych na niższy poziom egzystencji korporacyjnej. One marzyły o udziale w wyścigu szczurów. Choć wiedziały co to jest, jak to wygląda i czym może się skończyć. Mimo to były pewne, że potrafią wygrać. Niestety te najambitniejsze kandydatki, do udziału w wyścigu szczurów, zwykle odpadały jako pierwsze. Wpadały w objęcia headhunterów i nie zdawały sobie sprawy, że oni dobrze wiedzą z jak ambitną osobą mają do czynienia i że taka osoba na pewno będzie pracować przede wszystkim dla siebie. Nie pomogła znajomość wielu języków i najlepsze szkoły. Stały się niezatrudnialne i zostały zmuszone do wygryzienia sobie własnej przyszłości, bez udziału w wyścigu szczurów.

W PRL-u, gdy okazało się, że masz ambicje, chcesz robić karierę, a przede wszystkim zarabiać, zawsze człowiek myślał o kawałku czegoś własnego. Nawet małej firmie, ale własnej, gdzie na dzień dobry dostajesz stołek kierowniczy i nie musisz czekać na zgon twojego przełożonego. Pod tym względem współczesne dwudziesto/trzydziestolatki nie są zbyt praktyczne. Wiedzą, że korporacje mają w zwyczaju pozbywanie się ludzi, którzy przestali być „kreatywni”, czyli osiągnęli pewien wiek, ale mimo tego większość marzących o posadzie w korporacji myśli, że nic złego ich nie spotka. Nie przychodzi im do głowy, że ludzie, którzy stracili pracę w korporacji i przestali biec w wyścigu szczurów, zwykle okupują to depresją, która może trwać nawet kilka lat. Czy pomarańcza marzy o tym, by skończyć w wyciskarce do owoców? Nie marzy, ale pomarańcza nie myśli. A od człowieka wymaga się myślenia, analizowania, wyciągania wniosków. Współczesne dwudziesto/trzydziestolatki wydają się zbyt zapatrzone w siebie, pewne siebie i tego co sobie „zwizualizowały.” W końcu dostajesz to co sobie „zwizualizujesz”, prawda? Tajemnica sukcesu polega na tym, by nie stawiać sobie żadnych barier. Mówienie „mnie to nie spotka” nie zaczaruje życia. Wystarczy się rozejrzeć dookoła i zobaczyć ilu ludzi już to spotkało. Czy oni wszyscy byli „gorsi”? Egoizm i zapatrzenie w siebie jest pierwszym krokiem do upadku. Egoista nie nauczy się na cudzych błędach, bo nie dostrzega innych wokół siebie.

Pamiętam tytuły prasowe z lat 80. W każdej gazecie (a nie było ich tak wiele jak teraz) musiał pojawić się tekst, w którego tytule występowało słowo „znieczulica”. Potępiano ludzi, którzy są nieczuli na cierpienia innych, na cierpienia zwierząt, na zło dookoła. Wiem to były potworne czasy, prawdziwa niewola. Tyle, że nikt nie wmówił nam, że pieniądze są Bogiem, że Ksiądz = Bóg = Kościół, więc jeśli ksiądz jest pedofilem lub ma lepsze auto niż ja, znaczy że Bóg jest złodziejem i pedofilem, podobnie jak cały Kościół. Na ulicach nie było żebraków. Ludzie nie popełniali samobójstw ponieważ stracili pracę, a kobiety nie zabijały swoich dzieci, bo mąż za dużo pracował i mało czasu spędzał w domu. Tyle, że dziś nie ma już „znieczulicy”. Ludzie są albo „słabi” albo „silni”. Silnym można zazdrościć, na słabych nie trzeba marnować współczucia, bo jeśli mając tak wiele możliwości jakie dziś daje świat, nie radzą sobie, znaczy że coś z nimi jest nie tak. Natomiast wszystko w porządku jest z ludźmi pozbawionymi empatii i zapatrzonymi w siebie. Z nimi jest wszystko w porządku… dopóki mają pieniądze. Jednak pewnego dnia każdy pieniądze traci. To więcej niż pewne. Pieniądz jako bóg jest pod tym względem bardzo przewidywalny. Czy pieniądze są lepszym bogiem niż Bóg z Biblii? Pieniądze są podłym bogiem, mającym na usługach podłych współpracowników, bo ten kto najbardziej boi się utraty łaski, będzie bezlitosny dla tych, którzy już tę łaskę stracili.

Ludzie, wychowani w czasach PRL-u czasem nie „łapią” niuansów osobistego PR, które dla współczesnych dwudziesto/trzdziestolatków jest bardzo ważny. Popełniają takie pomyłki jak robienie sobie zdjęć w za ciasnych podkoszulkach, poplamionych podkoszulkach, z imprezy przy grillu, z zaręczyn w ogrodzie, przy koszach na śmieci wypełnionych śmieciami. Nie dlatego, że ludzie wychowani w PRL-u są prości albo nawet prostaccy. Po prostu nie nauczono ich tego, że zawsze trzeba się pokazać z najlepszej strony, choćby i tej nieprawdziwej. Jeśli jesteś dyrektorem fabryki mebli, napisz o tym na swoim Facebooku, pochwal się, ale jeśli masz 30 kg nadwagi i jesteś dyrektorem szpitala psychiatrycznego w Koziej Wólce, zostaw tę wiadomość albo dla siebie, albo dla najbliższych znajomych.

Współczesne czasy są i łatwiejsze i trudniejsze niż PRL. Bóg nawet u Oscara Wilde wiedział wszystko, znał nasze dusze i myśli. Pieniądz jest nieco łatwiejszym Bogiem, ponieważ lubi kłamstwa. Pieniądz przyciąga pieniądz. Pożycz suknię za 12 000 złotych od młodego projektanta, pokaż się na imprezie, wybłagaj buty nie w twoim rozmiarze, ale od znanego projektanta, masz koleżankę, która pracuje w butiku Chanel, poproś by pożyczyła ci torebkę. Pokaż się na imprezie gdzie są paparazzi. Nikt nie będzie dociekał, czy to Twoje czy nie. Wszyscy założą, że tak dobrze ci się powodzi, że na jedną imprezę możesz się ubrać za 40 000 złotych. Udawaj, że masz pieniądze, a pieniądze przyjdą. Nie na zawsze, ale na pewno przyjdą. Kiedy to napisałam uświadomiłam sobie dlaczego ludzie wolą czcić pieniądze niż Boga z Biblii. Otóż z tym z Biblii nie mogą negocjować, on wie za dużo. Z pieniędzmi zawsze można negocjować. Zawsze jest szansa na reinkarnacje i nie trzeba iść na piechotę do Częstochowy. Poza tym bóg pieniądz wymaga od nas tylko tego co sami lubimy robić, wymaga łamania wszelkich zasad. Bóg biblijny nie tylko nie daje nam prestiżu w oczach znajomych, ale do tego każe nam żyć z zasadami kompletnie niedostosowanymi do współczesnych czasów. Gdyby żyć w zgodzie z przykazaniami, człowiek ambitny nie osiągnąłby zbyt wiele. A współcześni ludzie są bardzo ambitni, bardziej niż byliśmy w latach 80. Nawet trudno nam sobie wyobrazić jak bardzo ambitny potrafi być dziś człowiek i co gotów jest poświęcić dla ambicji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

fourteen − thirteen =

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.