Tradycja karpia w Polsce

Niezależnie czy się go kocha, czy nienawidzi, karp stał się symbolem Wigilijnej Wieczerzy. Czy faktycznie jest to odwieczna tradycja, czy też tylko narzucony nam w pewnym momencie trend?

Niezależnie czy się go kocha, czy nienawidzi, karp stał się symbolem Wigilijnej Wieczerzy. Czy faktycznie jest to odwieczna tradycja, czy też tylko narzucony nam w pewnym momencie trend?

Ryby, ze względu na cenne właściwości odżywcze, powinny być podstawą naszego jadłospisu. To nie żadne odkrycie. Wiedzieli o tym już staropolscy kucharze, tyle, że na stołach naszych przodków prym wiodły sandacze, szczupaki czy sumy. Nie brakowało leszczy, linów, płoci czy karasi.

Wiele z tych ryb spożywano w Wigilię, a za króla tej wieczerzy uchodził szczupak. Karp w ogóle nie był kojarzony z uroczystą wieczerzą w przeddzień Bożego Narodzenia.

Skąd więc tradycja karpia?  Otóż po drugiej wojnie światowej świeża ryba była luksusem. Rodzima flota rybacka była w ruinie, a przedwojenne stawy hodowlane ucierpiały w trakcie działań zbrojnych lub też, wskutek zmiany granic, zmieniły przynależność państwową.

W związku z tym, ówczesny minister przemysłu i handlu, chcąc dać Polakom możliwość uzupełnienia diety o mięso ryb, wpadł na pomysł uruchomienia masowej hodowli karpi. Rzucił hasło: „Karp na każdym wigilijnym polskim stole”.

Zaczęto tworzyć Państwowe Gospodarstwa Rybackie. Miało być tanio i szybko, ale czy smacznie? Na polecenie władz rozpoczęto zarybianie stawów na wielką skalę. Z nich świeżutkie karpie trafiały do domów Polaków. Oczywiście w związku z Wigilią. Przed specjalnie utworzonymi Centralami Rybnymi – dzisiejsze sklepy rybne – ustawiały długie kolejki. Po długim oczekiwaniu w kolejce, karp smakował jeszcze bardziej.

Tak zrodziła się legenda karpia i wprowadzenie tej tradycji do obchodów Świąt Bożego Narodzenia. Tania, łatwa w hodowli słodkowodna ryba wyparła z naszej kuchni pyszne szczupaki, sandacze, liny i płocie. Brak dostępu do innych gatunków zmusiła Polaków do bezkrytycznego uznania karpia za króla wigilijnego stołu. Choć czuć ją mułem, jemy karpia pod różnymi postaciami. A łuskę karpia, produkt biedy i ubóstwa, nosimy w portfelu, jako amulet, mający dać nam bogactwo.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

fifteen + 11 =

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.