Jak wyglądać jak milion dolarów?

Wbrew tytułowi nie będę pisać o modzie. Ani o modzie ani o dodatkach, ani o stylizacjach. Rzecz będzie o czytaniu książek.

Wbrew tytułowi nie będę pisać o modzie. Ani o modzie ani o dodatkach, ani o stylizacjach. Napiszę o czymś z czego miłośnicy i miłośniczki mody, szukający sposobu na to, by wyglądać na bardzo bogatych, nie zdają sobie zupełnie sprawy. Rzecz będzie o czytaniu książek.

Książka to coś konkretnego, jakaś historia zamknięta pomiędzy okładkami. Jakaś konkretna treść. Nad książką pracuje nie tylko jej autor, ale także sztab wydawniczy, redaktorzy, korektorzy, edytorzy, drukarze. W związku z takim ogromem pracy, czytelnik otrzymuje do ręki nie tylko historię, ale także sposób jej podania. To coś jak pyszne danie w eleganckiej restauracji i pyszne danie z przyczepy na kółkach. Danie w restauracji oprócz smaku zapewnia nam wyjątkowe wrażenia estetyczne. Nie tylko nasz żołądek jest zadowolony. Także nasze oczy i mózg są oczarowane i odprężone. Płacimy więcej za sposób podania, nie dlatego, że jesteśmy kapryśnikami. Nie tylko żołądek liczy się w życiu. To czego doświadczamy pozostałymi zmysłami jest także ważne. Wizyty w restauracjach od dawna są nie tylko zaspokajaniem głodu.

Piszę to wszystko, by pokazać, że czytanie i czytanie książek, to zupełnie różne doświadczenia i nie rozwijają nas w taki sam sposób. Na przykład ja czytam sporo, jak każdy muszę się uczyć i rozwijać zawodowo, dokształcać. Czytam więc wiele rzeczy dotyczących mojej pracy, czytam też rubryki plotkarskie, prasę, codzienne wiadomości… czytam naprawdę dużo, ale widzę różnicę pomiędzy tym co czytam codziennie, a książką. Nie jestem tumanem, ale po okresie intensywnej pracy, gdy po prostu nie miałam czasu na książki, zauważyłam u siebie ogromne braki słownictwa. Trzeba przyznać, że teksty dziennikarskie, to teksty, w których zdania są zwykle krótkie, nie opisuje się emocji, słownictwo jest więc ograniczone.

Przejdę jednak do sedna sprawy. Oglądam wiele filmów i czytam sporo tekstów ludzi, którzy radzą jak wyglądać na bogatego. Ja to się robi, żeby nie wyrzucili cię z butiku Chanel lub nie zignorowali w sklepie z luksusową odzieżą? Ludzie tworzący takie poradniki skupiają się tylko na tym co należy na siebie włożyć, zupełnie zapominając o tym, że nie chodzi tylko o ciuchy i dodatki. Człowiek, który urodził się bogaty może przyjść w podartym płaszczu, bez butów, wyglądając jak kloszard, a i tak w butiku Chanel zostanie dobrze obsłużony. Bogactwo to nie jest dziś wygląd zewnętrzny, bo zbyt wiele niezbyt bogatych ludzi ciuła grosz do grosza, by kupić oryginalną torebkę Chanel czy Vuitton. Nie można jednak tak łatwo kupić obycia, wykształcenia, ogłady towarzyskiej, jak kupuje się ciuchy.

Skąd sprzedawca w butiku Chanel wie, że ktoś jest bogaty czy nie, skoro ten ktoś ma na sobie drogie ciuchy? Jak może źle traktować dobrze ubranych ludzi? Współczuję tym, którzy święcie wierzą w hollywoodzkie historie, typu ta z filmu „Pretty woman”. Historia o kimś kto nie został obsłużony, bo przyszedł w nie takich ciuchach jest powielana wciąż od nowa… Problem jest tylko jeden. Ta historia to fikcja. Może są tacy sprzedawcy, ale na pewno nie pracują oni w butiku Chanel, ani też w żadnym z ekstrawaganckich domów mody.

Krótko mówiąc, ludzie z eleganckich butików wyczuwają mieszczańskość na kilometr. Czują, że przyszła jakaś „pani Dulska”, dla której pozory to wszystko. Po sposobie zachowania się klienta potrafią ocenić jego dochody. A sposób zachowania się klienta, to nie jest jego ubranie, to osobowość, coś więcej niż wygląd zewnętrzny. Bardzo jestem ciekawa dlaczego żaden z poradników o modzie nie porusza tego tematu? Ja też lubię kino, ale nie jestem tak naiwna, by wierzyć, że hollywoodzkie historie sprawdzają się w europejskich butikach. Wątpię nawet czy sprawdzają się w butikach amerykańskich. Pamiętam jakimi snobami są amerykanie, jak ważne jest dla nich pochodzenie i to, czy czyjaś rodzina przypłynęła na Mayflower czy nie, czy ktoś kończył Princeton czy nie.

Czytanie sprawia, że wyglądamy na znacznie bogatszych, bo to bogaci kończą dobre szkoły, to bogaci znają świat i ludzi. Bogatych stać na podróże, a biednych stać na czytanie o podróżach. Czytanie książek daje ludziom to samo, co dają im pieniądze: obycie, wiedzę, słownictwo, wykształcenie, dobre maniery, umiejętność odnajdywania się w każdej sytuacji.

Przyjemnie ogląda się tutoriale z instrukcjami na temat tego, jak wyglądać na bogatszego niż jesteś. Zawsze bardzo mnie bawią takie filmy. Ich twórcy nie zdają sobie sprawy z jednej rzeczy. Zdradzić ich prawdziwą sytuację finansową może byle gumka do włosów, rodzaj farby, lakieru… drobiazg. Jeśli zadba się o umysł i poświęci trochę czasu na czytanie, można być tym kim się chce być. Na zwykłej stylizacji o wiele łatwiej się pośliznąć niż na wiedzy i obyciu jakie daje czytanie książek.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

13 − twelve =

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.