Czy Kościół Katolicki jest zły?

Są zawody, które de facto nie są zawodami, są powołaniami i nie można tego lekko traktować. Powołaniem, a nie zawodem jest kapłaństwo, medycyna i nauczanie.

Moja historia jest podobna do historii innych dzieci z rozbitych rodzin. Kościół, ceniący przede wszystkim rodzinę, jako podstawową komórkę, traktował rodziny rozbite jako coś nie rokującego stworzenia dobrego chrześcijanina. Zapewne zakładano, że złe wzorce w domu odbiją się na przyszłości dziecka, które jest częścią Kościoła.

 

Kościół nie robił innych założeń niż założenia jakie zrobiłby psycholog. Tyle, że psycholog nie mówi tak wiele o miłości bliźniego, wierze i nadziei. Powinien więc pokazać tę miłość bliźniego, tę wiarę i tę nadzieje, o której wciąż opowiada. O ile jestem w stanie zrozumieć logiczne podejście Kościoła do mojej rodziny, o tyle nie jestem w stanie pogodzić tego podejścia z naukami Kościoła. Myślę, że wielu księży po prostu nie radzi sobie i powtarzając codziennie wiernym, że najważniejszym przykazaniem naszej wiary jest przykazanie miłości, odklepuje tylko formułkę, która dla nich nic nie znaczy.

 

Kościół nie okazał mi przyjaźni, w dzieciństwie. Był za to okrutny i wymagający. Pojawił się ksiądz, który upodobanie znajdował w upokarzaniu zarówno dzieci z rozbitych rodzin, jak i ich rodzin. Moja mama panicznie bała się tego księdza. W ogóle przez wiele lat bała się księży i ich pytań. Dla mamy rozwód nie był elementem statystyki, był traumatycznym przeżyciem. Nie była gotowa na znoszenie uwag na temat swojej sytuacji od księdza. W czasie kolędy zawsze znalazła sposób, by się nie pojawić.

 

Pewnego dnia ksiądz zatrzymał mnie w salce katechetycznej, gdy inne dzieci wyszły. Dziś nie odważyłby się tego zrobić, ze strachu przed oskarżeniem o molestowanie. On jednak nie chciał mnie molestować. Chciał mi uświadomić jak marną jestem osobą, jaką Kościół robi mi łaskę, że w ogóle pozwala bym ja i moja mama były jego częścią. Zastraszył mnie i chciał doprowadzić do łez. Był zwyczajnym sadystą. Dla mnie mógłby być diabłem w tamtej chwili. Z Bogiem na pewno miał niewiele wspólnego. Jednak już jako dziecko ośmioletnie potrafiłam rozgraniczyć Boga i księdza. Dla mnie ksiądz nie był i nie jest żadnym pośrednikiem pomiędzy mną, a Bogiem. Człowiek i Bóg nie potrzebują pośrednika.

 

Dziś jestem osobą obytą, pewną siebie i swojej wartości, jest też we mnie spokój. Są rzeczy, które mnie poruszają. Są rzeczy, których się boję, ale nie boję się kościoła i kleru. Nie tworzę ideologi, nie kreuję potworów. Znam wielu ludzi, przedstawicieli różnych zawodów. Zdobyłam wystarczające doświadczenie, by wiedzieć, że ludzie są bardzo różni, a kapłaństwo wbrew pozorom dla wielu jest po prostu wybraniem ścieżki zawodowej. Ludzie popełniają błędy, wybierając zawód. Zwykle dość łatwo da się to zmienić, jednak czas spędzony w seminarium to czas stracony. Takie studia to tak jakby ich nie było. Ludzie boją się stracić lata pracy i boją się poinformować rodziców o tym, że się pomylili. A trzeba mieć trochę cywilnej odwagi żeby to zrobić.

 

W szkole podstawowej trafił mi się bardzo dobry ksiądz. On też lubił psychologię. Pewnego dnia powiedział coś, co do dziś ułatwia mi pogodzenie się z różnymi niesprawiedliwościami tego świata. Powiedział, że są zawody, które de facto nie są zawodami, są powołaniami i nie można tego lekko traktować. Powołaniem, a nie zawodem jest kapłaństwo, medycyna i nauczanie.

W życiu spotkałam wielu lekarzy, którzy nigdy nie powinni nimi zostać. Nie chcieli się uczyć, a akurat zawód lekarza wymaga ciągłej nauki, nie chcieli mieć kontaktu z pacjentami, a trudno go unikać, interesowały ich bardziej plotki niż realne problemy. Spotkałam też nauczycieli sadystów, znęcających się nad uczniami psychicznie i fizycznie. Nauczycieli, którzy sami niewiele wiedzieli, a nawet takich, którzy nie potrafili płynnie czytać w języku polskim.

 

Co z tego? Wniosek z tego prosty. Ksiądz despota, skąpiec, złośliwiec, sadysta, erotoman, mitoman albo zboczeniec, jak najbardziej może się trafić. To jest statystyczna pomyłka. W każdym zawodzie ktoś tego typu się trafia. Przykre jednak, gdy ktoś tego typu trafia się w zawodzie, który jest powołaniem, a nie zawodem.

 

Nie widzę dziś kleru jako całości. Widzę pojedynczych ludzi. Lepszych lub gorszych. Poza jednym księdzem sadystą, na mojej drodze pojawiali się sami przyzwoici kapłani. Wiem, że jeden sadysta nie przekreśla pracy i wysiłku innych ludzi. To przypadek, że akurat ktoś totalnie pozbawiony serca został księdzem. Nie demonizuję jednak tego. Życie pokazało mi, że różnie się zdarza. Rozwijam się, starzeję, idę dalej. Nie rozkładam niechęci do jednego człowieka na całą grupę zawodową. To byłoby bardzo nie fair z mojej strony. Niczym nie różniłabym się od ludzi oceniających innych po pozorach. Religia znaczy w moim życiu bardzo wiele, nauczyła mnie, że nie można oceniać innych, że gdy będziemy oceniać ludzi, sami wiele stracimy. Zawsze istnieje możliwość pomyłki, a o wiele łatwiej jest kogoś stracić niż odzyskać.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

5 − 2 =

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.